małe życie_recenzja obecbooki.pl
Kategorie:

„Małe życie” – jakże aktualne

„Małe życie” Hana Yaganahary to książka do której wracam. Refleksja, by to uczynić i napisać o tym powrocie, zrodziła się w związku z różnymi wydarzeniami. Niektórych z nich byłam częścią, innych wyłącznie biernym obserwatorem. I choć powieść ukazała się nakładem wydawnictwa W.A.B w 2015 roku, cały czas jest bardzo aktualna – dla mnie być może teraz bardziej niż gdy czytałam ją pierwszy raz.

„Małe życie” – „inne” kluczem do zrozumienia

Zacznę od tego, że nie sposób napisać recenzję, która by w choć w małym stopniu oddawała to, o czym jest ta powieść, jakie problemy porusza – dlatego skupię się przede wszystkim na tym, co „Małe życie” znaczy dla mnie. Dla pełniejszego zobrazowania tego znaczenia, posłużę się cytatmi. To historia o ludziach, o cierpieniu, o przyjaźni i stracie. Tłem dla opowieści jest Nowy Jork, w którym po ukończeniu studiów rozpoczynają życie czterej bohaterowie – Willem, JB, Malcolm i Jade. Każdy z nich jest inny, każdy ma inne życiowe cele, a to, co ich łączy, to coraz bardziej skomplikowana relacja, przyjaźń – również dla każdego z nich znacząca co innego. I właśnie te inne, tak różne interpretacje doświadczeń uczą zrozumienia.

„Małe życie” – o przyjaźni i cierpieniu

Wielokrotnie, gdy rozmawiałam o „Małym życiu” z różnymi osobami, przebijały się opinie, że jest to opowieść o cierpieniu głównego bohatera. A ja chciałabym, żeby ta interpretacja zeszła na drugi plan. Bo owszem, jest to jeden z głównych wątków, ale część potencjalnych czytelników zniechęci do lektury. To, na co skierowałabym uwagę potencjalnych odbiorców to przyjaźń. Yanagihara wg mnie uczy zmiany w postrzeganiu przyjaźni przez obnażanie absurdalnie smutnych przemyśleń głównego bohatera.

W tym momencie Jude nienawidził ich wszystkich, chociaż oczywiście nie był kimś, kto ma prawo nienawidzić. To byli jego przyjaciele, jego pierwsi przyjaciele, a on rozumiał, że przyjaźń to ciąg wymiany: uczuć, czasu, niekiedy pieniędzy, zawsze informacji.

Jak dobrze to znamy… – choć nie każdy z nas się nie przyzna – że relacje z innymi łatwiej traktować jako wymianę, by uchronić siebie przed zranieniem. Jakże daleką drogę trzeba przejść, żeby zrozumieć, że to nie tak… jakże daleką drogę trzeba przejść, by zrozumieć, czym jest prawdziwa i dojrzała przyjaźń. I to nic złego, że od kogoś czasem więcej dostaniemy, niż jesteśmy w stanie oddać. I kolejny cytat tuaj:

A potem poszedłem do college’u i spotkałem ludzi, którzy nie wiedzieć czemu postanowili być moimi przyjaciółmi i nauczyli mnie… właściwie wszystkiego. Stworzyli mnie, i stwarzają, kimś lepszym, niż naprawdę jestem.

Osobiście wolę myśleć, że nasi przyjaciele są lustrem nas samych, że wzajemnie siebie tworzymy i uczymy wzajemnie, jak stawać się lepszymi ludźmi.

W życiu widzisz Jude, czasami miłe rzeczy zdarzają sie dobrym ludziom. Nie musisz się martwić, nie zdarzają się tak często, jak powinny. Ale gdy się zdarzają, dobrym ludziom pozostaje tylko powiedzieć „dziękuję” i iść dalej i ewentualnie pomyśleć, że osobie, która zrobiła miłą rzecz, też to sprawiło frajdę, więc ta osoba nie ma chęci wysłuchiwać wszystkich powodów, dla których ktoś, komu sprawiła przyjemność, uważa, że na to nie zasługuje lub że jest tego niegoda.

I kolejny cytat, tym razem odnoszący się do tych dobrych rzeczy, których doświadczamy w codziennym życiu. A wspominam o tym zwłaszcza teraz, w trudnym dla wielu z nas momencie, gdy często nie radzimy sobie z nową rzeczywistością. Każdy z nas może wcielić się w głównego bohatera w chwili słabości, poczuć się niegodnym, słabym, gorszym. Ważne, by głos rozsądku przypomniał, żeby być dla siebie dobrym, znać swoją wartość i z zaufaniem przyjmować to, co przynosi codzienne życie i ludzie, którzy nas otaczają. Zapomnijmy o strachu, bądźmy dobrzy dla innych, poczujmy moc dobra.

„Małe życie” – recenzja codzienności

„Małe życie” jest jak puzzle, których poszczególne elementy małych historii grupki przyjaciół układają się w obraz całego społeczeństwa. Powieść tak uniwersalna, jak problemy, które porusza. Można by wymienić je wszystkie, ale zamiast tego zachęcam sięgnąć po książkę. Na koniec dodam jeszcze jeden ważny dla mnie cytat.

(…) Malcolm się martwił, ponieważ żyć znaczy martwić się. Życie jest przerażające, nieprzewidywalne. (…) Życie i jemu się przydarzy i będzie mu musiał odpowiedzieć, tak jak reszta z nich.

To nauka i przypomnienie, że każdemu przydarza się coś, z czym w pierwszej chwili nie może sobie poradzić. Myśl, która powinna nam towarzyszcyć, jest taka, że w tym życiu nie jesteśmy sami, zawsze obok jest ktoś, kto również ma trudności. A co więcej, że nieprzewidywalność (trudność) jest nieodłączną częścią życia, z którą trzeba się zmierzyć. I to tylko od nas zależy, czy to nasze zmartwienie potraktujemy jako doświadczenie, które pozwoli nam się przygotować na kolejne wyzwania.

„Małe życie” o uzależnieniach, samotności i stracie

„Małe życie” to wielowymiarowa powieść, która dla jednych będzie kojarzyła się wyłącznie z głównym bohaterem i jego ciągłym cierpieniem. Ja, choć nigdy nie musiałam się z nim mierzyć – silnie je odczuwam, gdy dostrzegam je dookoła siebie. To sprawiło, że cierpienie pozostawiłam z boku, oswoiłam je, poprzez koncentrację na innych wątkach. Na pierwszy plan interpretacji dzieła wysunęłam przyjaźń, radość z małych rzeczy i wiarę w dobro. Próbowałam zracjonalizować to, co smutne lub wzbudzające złość. A Ty, czym dla Ciebie jest ta powieść, jakie znaczenia jej nadajesz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *